Czy Al-Kaida odrodzi się w Afganistanie pod rządami talibów

W pierwszej połowie sierpnia 2021 r. światowa opinia publiczna z niedowierzaniem obserwowała błyskawiczne postępy talibów w Afganistanie, którzy zaledwie w ciągu dziesięciu dni przejęli władzę nad niemal całym krajem, w tym obalili rządy prezydenta Ashrafa Ghaniego, cieszącego się fatalną opinią wśród zwykłych Afgańczyków z powodu korupcji nękającej cały kraj. Pojawiły się obawy, czy ponownie Afganistan nie stanie się rajem dla terrorystów z Al-Kaidy, podobnie jak to miało miejsce w latach 1996-2001. Uzasadnione obawy - póki co - nie mają potwierdzenia w faktach, jednakże rola radykalnych islamistów może ewoluować wraz z rozwojem sytuacji w kraju.

Związki talibów i Al-Kaidy w przeszłości

Podczas pierwszych rządów talibów w Afganistanie w latach 1996-2001 talibowie nawiązali bliskie relacje z organizacją terrorystyczną założoną przez Osamę bin Ladena w 1988 roku, umożliwiając Al-Kaidzie swobodne przygotowywanie się do przeprowadzenia krwawych zamachów w USA 11 września 2001 roku. Jednak relacja obu ruchów była dość specyficzna, nie był to ścisły sojusz. Talibów i bin Ladena łączy wzajemna zależność: lider Al-Kaidy wspierał talibów finansowo, a Ci w zamian ułatwiali mu swobodne działanie na terytorium Afganistanu.

Sami Afgańczycy nigdy nie mieli wiele wspólnego z Al-Kaidą, nigdy nie tworzyli i nie włączali się w jej struktury. Nie brali udziału w żadnym z dużych zamachów na Zachodzie. Prawdopodobnie nawet sami talibowie nie wiedzieli o tym, że goszczący w ich kraju Osama bin Laden i jego ludzie przygotowują się do przeprowadzenia najkrwawszego zamachu terrorystycznego w historii świata, w którym śmierć poniosło prawie trzy tysiące ludzi. Gdyby posiadali takową wiedzę, zapewne próbowaliby przeszkodzić w spisku przeciwko USA z obawy o amerykański odwet, który mógłby doprowadzić do utraty przez nich władzy.

Należy zauważyć, że nieprawdziwe są twierdzenia, iż Osama bin Laden i jego najbliżsi ludzie do Afganistanu zostali zaproszeni przez talibów. Za ściągnięciem w maju 1996 r. lidera Al-Kaidy z Sudanu stał prezydent Burhanuddin Rabbani, największy ówczesny wróg rebeliantów talibskich. Bin Laden na tyle mocno nie ufał przeciwnikom Rabbaniego, że po przybyciu do Afganistanu wraz z swoją rodziną ukrył się w jaskiniach w trudno dostępnych górach w Tora Bora.

Talibowie początkowo również nie patrzyli zbyt przychylnie na Al-Kaidę, gdyż ich organizacja składała się przede wszystkim z byłych mudżahedinów, walczących w latach 80. XX wieku przeciwko radzieckiej okupacji Afganistanu. Z tej samej grupy muzułmańskich bojowników składały się również szeregi Sojuszu Północnego, zaciekle walczącego z talibami podbijającymi kolejne afgańskie prowincje. Z kolei ruch talibów skupiał głównie Afgańczyków, którzy pobierali nauki w szkołach koranicznych na terenie Pakistanu, ich dowódcy w większości nie odegrali żadnej ważnej roli w krwawej afgańskiej wojnie domowej mudżahedinów z komunistami.

Dla przyszłej współpracy talibów z Al-Kaidą przełomowe okazało się zdobycie Kabulu przez rebeliantów talibskich, którzy obalili afgańskie władze, bezwzględnie rozprawili się z swoimi przeciwnikami oraz wprowadzili w kraju surowe prawo relijne, tzw. prawo szariatu. Afgańczycy zostali pozbawieni wolności obywatelskich i praw człowieka w kraju, który dopiero co został spustoszony przez wojnę domową. Jakakolwiek rozrywka była zakazana a mężczyźni musieli zapuścić brody. Afgańczycy musieli po pięć razy dziennie brać udział w modlitwach. Kobiety w miejscach publicznych musiały być okryte od stóp do głów, nie mogły wychodzić same z domu bez obecności u ich boku męskiego krewnego i wiele z nich zostało wyrzuconych z pracy i szkół, w których mogły być narażone na bezpośredni kontakt z mężczyznami.

Osama bin Laden wyraźnie zachwycony powstałym Islamskim Emiratem Afganistanu postanowił zdradzi Burhanuddina Rabbaniego i wysłał swoją delegację do Kandaharu, celem zaproponowania spotkania z liderem talibów mułłą Mohammedem Omarem. 38-letni przysadzisty mężczyzna, który stracił prawe oko w wojnie z Związkiem Radzieckim, pomimo oporów ze strony najbliższego otoczenia, ostatecznie zgodził się na spotkanie z liderem Al-Kaidy.

Z informacji przekazywanych przez świadków spotkania, mułła Omar był zachwycony bin Ladenem, zwłaszcza kreślonymi przez niego planami utworzenia wielkiego kalifatu na ziemiach muzułmańskich, co by przywróciło świetność i szacunek wszystkim wyznawcom islamu. Przywódca Al-Kaidy miał stwierdzić, że niedawne powstanie Islamskiego Emiratu Afganistanu stanowi pierwszy krok w stworzeniu potężnego państwa islamskiego, wolnego od świeckich rządów i niewiernych.

Głównym celem talibów nie było nigdy podbijanie innych terenów niż Afganistan, dlatego też piękne wizje kreślone przez bin Ladena nie byłyby wystarczające, aby nawiązać bliskie relacje z Al-Kaidą. Jednak z powodu międzynarodowej izolacji nowych władz Afganistanu, talibowie mieli bardzo ograniczony dostęp do środków finansowych, co w dłuższej perspektywie by utrudniało skuteczne zarządzanie państwem. Z kolei bogaty Saudyjczyk, potomek multimiliardera i potentata budowlanego na Bliskim Wchodzie miał aż nadto pieniędzy. Nawiązano współpraca przypominała "małżeństwo z rozsądku".

Z powodu międzynarodowej izolacji w zamian za otrzymaną wielomilionową pomoc finansową od bin Ladena, zezwolono Al-Kaidzie na utworzenie na kontrolowanych terytoriach obozów szkoleniowych dla terrorystów, których przygotowywano do przeprowadzania zamachów terrorystycznych na Zachodzie. Szacuje się, że już pod koniec 1996 r. aż 400 wyszkolonych terrorystów z Al-Kaidy i ich sojuszników znalazło bezpieczne schronienie na obszarach kontrolowanych przez talibów. Niektórzy z nich mieli związkami z grupami islamistów, którzy zorganizowali zamach bombowy na nowojorski World Trade Center w lutym 1993 roku czy też próbowali dokonać zabójstwa Prezydent Egiptu Hosniego Mubaraka w trakcie jego wizyty w Etiopii w 1995 roku.

Prawdziwym testem dla układu pomiędzy talibami a Al-Kaidą okazały się na zamachy terrorystycznego na ambasady Stanów Zjednoczonych w stolicy Kenii Nairobi i tanzańskim Dar es Salaam, przeprowadzone przez ludzi Osamy bin Ladena 7 sierpnia 1998 roku, dokładnie w ósmą rocznicę wkroczenia wojsk amerykańskich do Arabii Saudyjskiej. Ataki, w których zginęło ponad 200 osób unaoczniły administracji Billa Clintona, iż zagrożenie ze strony Al-Kaidy jest bardzo poważne, w efekcie czego 20 sierpnia 1998 r. Amerykanie wystrzelili sześćdziesiąt pocisków na jeden z obozów szkoleniowych dżihadystów w Afganistanie.

Osama bin Laden trafił na listę 10 najbardziej poszukiwanych terrorystów świata, a Rada Bezpieczeństwa ONZ uchwaliła rezolucję potępiającą zamachy. Talibowie byli wściekli na Amerykanów, że bez konsultacji z nimi przeprowadzony został atak na cele Al-Kaidy w Afganistanie. W odpowiedzi talibowie odmówili wydania osób podejrzanych o przeprowadzenie zamachów na amerykańskie ambasady w Kenii i Tanzanii. Talibowie stwierdzili, że bin Laden jest gościem w ich kraju i nie podejmą żadnych działań przeciwko niemu.

W efekcie odmowy wydania przywódców Al-Kaidy, Rada Bezpieczeństwa ONZ nałożyła sankcje na Afganistan m.in. zamrażając w bankach środki finansowe należące do talibów oraz zakazano przelotów międzynarodowych do Afganistanu. Sytuacja ruchu talibskiego stawała się coraz gorsza. Z powodu międzynarodowej izolacji mułła Omar i jego ludzie stali się zależni od Osamy bin Ladena, tylko dzięki pieniądzom bogatego Saudyjczyka reżim mógł utrzymać władzę w Afganistanie.

Talibowie stali się zakładnikami coraz bardziej pewnego siebie bin Ladena. Ku ich coraz większemu przerażeniu, z czasem członkowie Al-Kaidy zaczęli popełniać coraz większą liczb okrucieństw przeciwko miejscowej ludności, co powodowało, że talibowie cieszyli w kraju coraz mniejszą popularnością. Afganistan był coraz bardziej zagrożony buntem społecznym.

Mimo tego, iż talibowie mieli już coraz bardziej dość panoszących się po kraju członków Al-Kaidy, nie zrobiono praktycznie nic, co by ukróciło poczynania bin Ladena i jego ludzi. Dramatyczną sytuacją w Afganistanie pogorszyła tragiczna susza, która spustoszyła kraj, w efekcie czego kilka milionów mieszkańców kraju było zagrożonych krajem. Mułła Omar nie mógł realnie kontrolować poczynań radykalnych islamistów, talibowie musieli za wszelką cenę pozyskać zagraniczną pomoc dla uratowania społeczeństwa przed klęską głodu.

W ramach gestu dobrej woli, na początku 2001 r. talibowie - ku zdumieniu całego świata - zakazali uprawiania maku, niezbędnego do produkcji narkotyków. Do tego czasu Afganistan dostarczał około trzech czwartych światowego opium i większość heroiny docierającej do Europy. W maju 2001 r. amerykański sekretarz stanu Colin Powell ogłosił, że Afganistan otrzyma pomoc w wysokości 43 milionów dolarów.

Talibowie prawdopodobnie do końca nie zdawali sobie sprawy z tego, że ukrywający się na kontrolowanych przez nich terytoriach afgańskich członkowie Al-Kaidy szykują się do przeprowadzenia zamachu terrorystycznego, który wstrząśnie światem. Nigdy nie pojawiły się jakiekolwiek dowody potwierdzające, że talibowie współuczestniczyli w planowaniu i przeprowadzeniu akcji terrorystycznych, za które obciążono odpowiedzialnością bin Ladena i jego ludzi.

Po krwawych atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r. administracja George`a W. Busha w ramach wojny z terroryzmem postanowiła obalić rządy talibów w Afganistanie. Mułła Omar nie zgodził się na wydanie Amerykanom Osamy bin Ladena twierdząc, że lider Al-Kaidy nie byłby zdolny do takiego brutalnego czynu i zarzucił Stanom Zjednoczonym, że usiłują zatuszować porażki własnego wywiadu. Przywódca talibów oświadczył, że ataki na USA były wydarzeniem "godnym ubolewania", dodając, że były one jednak aktem odwetu za "okrucieństwa" wynikające z amerykańskiej polityki zagranicznej.

Talibowie realnie mogli uniknąć amerykańskiej inwazji na Afganistan. Dobrze wiedzieli, gdzie ukrywa się lider Al-Kaidy, tj. w Kandaharze, w tym samym mieście w którym swoją siedzibę posiadał mułła Omar. Do wydania Amerykanom Osamy bin Ladena nie doszło z dość błahego powodu: przywódcy talibów obawiali się o swoje życie, wiedzieli, że wielu zwolenników Al-Kaidy przesiąkło w talibskie szeregi, którzy z łatwością mogliby dokonać odwetu w zamian przekazanie w ręce wroga ich przywódcy.

13 października 2001 r. - tydzień po pierwszych amerykańskich nalotach na Afganistan - talibowie oświadczyli, że pod pewnymi warunkami mogliby rozważyć wydanie Osamy bin Ladena do któregoś z neutralnych krajów. Prezydent USA George W. Bush stanowczo ich propozycję, domagając się wydanie liderów Al-Kaidy bezpośrednio Amerykanom oraz zażądał natychmiastowej likwidacji obozów szkoleniowych organizacji bin Ladena na ziemi afgańskiej. Talibowie nie byli w stanie już niczego zrobić, wiedzieli, że ich dni przy władzy w Afganistanie są policzone i muszą znaleźć bezpieczne schronienie poza krajem. A do tego m.in. niezbędna była współpraca z ludźmi z Al-Kaidy, znacznie lepiej znających trudno dostępne dla wojsk NATO tereny na pograniczu afgańsko-pakistańskim.

Poluzowanie relacji talibów z Al-Kaidą

W ciągu ostatnich 20 lat relacje pomiędzy talibami a Al-Kaidą uległy osłabieniu. Przez pierwsze lata po utracie władzy w Afganistanie, talibowie wspólnie z bojownikami Al-Kaidy organizowali ruch oporu przeciwko wojskom NATO. Talibowie zreorganizowali się w zdecentralizowaną sieć bojowników i dowódców niskiego szczebla upoważnionych do rekrutacji i znajdowania zasobów lokalnie w Afganistanie, podczas gdy wyższe kierownictwo pozostawało bezpiecznie schronione w Pakistanie. Za pośrednictwem Al-Kaidy reaktywowali dawne źródła pozyskiwania funduszy w państwach arabskich, które w latach 80 XX w. pomagały finansować wspierany przez USA ruch mudżahedinów przeciwko Sowietom.

Od 2003 r. talibowie i Al-Kaida mieli różne priorytety, co skutkowało stopniowym oddalaniem się obu organizacji od siebie. Rebelianci talibscy ożywili i udoskonalili stary plan, który Stany Zjednoczone sfinansowały w latach 80. XX wieku przeciwko Sowietom w tych samych górach i na tych samych terenach Afganistanu w których przebywali Amerykanie; jednak tym razem został on użyty przeciwko amerykańskim wojskom i ich sojusznikom. Talibowie po przegrupowaniu się w ugrupowanie partyzanckie rozpoczęli falę terroru w Afganistanie, ich celem stawali się przede wszystkim zagraniczni żołnierze oraz nowe afgańskie władze. Stało się to możliwe dzięki schronieniu i otrzymywaniu potajemnej pomocy ze strony armii pakistańskiej — tej samej, która otrzymywała spore wsparcie finansowe od Stanów Zjednoczonych, w celu walki z Al-Kaidą.

Pakistan faktycznie nękał siatkę Al-Kaidy na własnym terenie, wobec ludzi bin Ladena wykazywał inne podejście niż wobec talibów. Al-Kaida postanowiła przenieść swoją walkę z niewiernymi z Afganistanu do Iraku, w którym w 2003 r. zapanował ogromny chaos po obaleniu przez Amerykanów reżimu Saddama Husajna.

Kontakty pomiędzy talibami i Al-Kaidą zostały ograniczone do niezbędnego minimum po śmierci Osamy bin Ladena w 2011 r. oraz kilka lat później mułły Omara. Nowi przywódcy obu organizacji znacząco zróżnicowali podejście do najważniejszych celów: talibowie chcieli odbudować swoje struktury, celem przyszłego odzyskania władzy w Afganistanie. Poniekąd słusznie na wiele lat do przodu założono, że Amerykanie i ich sojusznicy nie będą chcieli w nieskończoność umierać za Afgańczyków. Ponadto stawało się oczywiste to, że coraz bardziej przesiąknięte korupcją kolejne afgańskie rządy skutecznie zniechęcą armię do umierania za "największych złodziei w kraju" w momencie, gdy tylko oni będą mogli ich obronić przed utratą władzy.

Z kolei nowy przywódca Al-Kaidy, Ajman Al-Zawahiri postanowił zmienił priorytety organizacji. W odezwach do swych zwolenników zaczął apelować o rozsądek w atakowaniu "niewiernych", wręcz odraczając atakowanie krajów zachodnich oraz wezwał o unikanie ofiar wśród cywili w krajach muzułmańskich. W efekcie organizacja terrorystyczna założona przez Osamę bin Ladena w ramach tzw. "świętej wojny" straciła ogromnie na znaczeniu, większość dżihadystów przeszła do powstałego na terenie Syrii i Iraku Państwa Islamskiego (ISIS), stosującego tak bezwzględne działania wobec swych przeciwników, że zaczęły one wzbudzać przerażenie nawet wśród przywódców Al-Kaidy.

Gdy stało się jasne, że Al-Kaida stała się archaiczną organizacją, talibowie zdali sobie sprawę, że ich egzystencja na pograniczu afgańsko-pakistańskim może być realnie zagrożona. W 2015 r. znienawidzone przez nich Państwo Islamskie ogłosiło powstanie afgańskiej filii, przejmując kontrolę nad niewielką częścią Afganistanu. Rok później bojownicy talibscy wypowiedzieli otwartą wojnę filii ISIS. "Współpracując z afgańskim ludem, talibowie powstrzymują Państwo Islamskie od ekspansji w głąb kraju" - powiedział na początku sierpnia 2016 r. rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid.

Amerykański prezydent Donald Trump był pod ogromnym wrażeniem tego, jak talibowie skutecznie zwalczyli przyczółek Państwa Islamskiego na wschodzie Afganistanu, jednocześnie dostarczali oni Amerykanom przez osoby trzecie informacji, które pozwalały USA na dokonywanie ataków z powietrza przeciwko ISIS.

Obecne relacje talibów z Al-Kaidą

Doceniając zaangażowanie talibów w walce z Państwem Islamskim, pomimo początkowej niechęci, Donald Trump zlecił wywiadowi amerykańskiemu nawiązanie bezpośrednich kontaktów z talibskim dowództwem oraz ograniczenie ataków wojskowych przeciwko celom talibów. Gdy okazało się, że mułła Hajbatullah przyrzekł, że na terenach kontrolowanych przez talibów nie zostanie Al-Kaidzie wydane pozwolenie na przygotowywanie ataków terrorystycznych przeciwko Zachodowi, Amerykanie zaczęli dążyć do zawarcia pokoju z organizacją, którą zwalczali od 2001 roku.

29 lutego 2020 r. w Doha, stolicy Kataru podpisane zostało porozumienie pokojowe pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a talibami, co zakończyło najdłuższą, 18-letnią wojnę w historii Stanów Zjednoczonych. Talibowie bez większych oporów zobowiązali się do zwalczania siatki terrorystycznej Al-Kaida i dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego. To utorowało drogę talibom do ponownego przejęcia władzy w Afganistanie w połowie sierpnia 2021 roku.

Ku powszechnemu zaskoczeniu na świecie, talibowie po powrocie do władzy nie przystąpili do przeprowadzenia czystek wśród swoich przeciwników, tak jak to miało miejsce 25 lat wcześniej. Podczas zwołanej konferencji prasowej w Kabulu, rzecznik talibów Zabihullah Mudżahid pojednawczym tonem poinformował, że nie zostanie dokonana zemsta na tych, którzy sprzeciwiali się im w Afganistanie, a oszczędzeni zostaną nawet Ci, którzy współpracowali z siłami wojskowymi USA i NATO od 2001 roku. Zapewnił również, że nie będzie stosowana przemoc wobec kobiet, jednak wymagane będzie od nich postępowanie zgodnie z naukami islamu. Co więcej talibowie nawiązali bezpośrednie kontakty z byłym afgańskim prezydentem Hamidem Karzajem, który przez wiele lat rządził krajem po obaleniu pierwszych rządów talibów w 2001 roku. Zupełnie inaczej postąpiono w 1996 r., gdy kilkanaście godzin po wkroczeniu do Kabulu talibowie dokonali publicznej egzekucji równie znienawidzonego przez nich byłego afgańskiego prezydenta Mohammada Nadżibullaha.

Pragmatyczne podejście talibów na początku drugich rządów w Afganistanie ma na celu uwiarygodnienie ich zapewnień, że nie zostaną przez nich popełnione fatalnie wspominane czyny, których dopuścili się pod koniec XX wieku. Talibowie nie chcą być kojarzeni z brutalnymi rządami, w przeciwnym razie mogą doświadczyć gniewu ulicy ze strony ludzi, którzy posmakowali wolności i ograniczonej demokracji przez ostatnie 20 lat. Tym bardziej nowe władze Afganistanu nie chcą być utożsamiane z Al-Kaidą, co w latach 1996-2001 r. skutkowało powszechną międzynarodową izolacją, w efekcie czego Amerykanie i ich sojusznicy obalili ich rządy.

Zwalczając kilka lat temu skutecznie filię Państwa Islamskiego w Afganistanie, talibowie położyli kres twierdzeniu, że są bliskimi sojusznikami ugrupowań dżihadystycznych. Wręcz przeciwnie, dowódcy talibów zrozumieli, że nie mogą sobie pozwolić na pozwolenie na jakąkolwiek działalność Al-Kaidy na afgańskiej ziemi. Jeśli postąpią inaczej, ich rządy mogą przejść do historii jeszcze szybciej niż pierwsze. Celem talibów jest utrzymanie władzy a nie bezpośrednie lub pośrednie spiskowanie przeciwko komukolwiek z zewnątrz. W przeciwieństwie do lat 1996-2001 przywódcy talibscy mogą liczyć na akceptację części świata, z Rosją i Chinami na czele, gotowymi realizować w Afganistanie wielomiliardowe inwestycje gospodarcze.

Al-Kaida jest zbyt słabą organizacją, aby cokolwiek zdziałać na terenach kontrolowanych przez talibów, bez ich zgody, jak to miało miejsce przeszło dwie dekady temu. Zresztą przywódca organizacji Ajman Al-Zawahiri - przede wszystkim w obawie o swojej życie - nie jest zainteresowany koordynowaniem dalszej walki na Zachodzie. Pragmatyzm w przywództwie Al-Kaidy również od kilku lat bierze górę nad chęcią prowadzenie otwartej wojny z niewiernymi.

Owszem, świat może być świadkiem występowania niepokojących wydarzeń ze strony dżihadystów w Afganistanie, jednakże realne zagrożenie może płynąć jedynie ze strony Państwa Islamskiego, tak bardzo nienawidzącego talibów, a nie bezpośrednio z Al-Kaidy. Jednak do czasu dopóki w Afganistanie nie zapanuje potężny chaos, znany chociażby z początków drugiej dekady XXI wieku w Syrii i części Iraku, dopóty ISIS i inne radykalne ugrupowania islamistyczne nie będą stanowiły realnego zagrożenia dla świata.

Na dzień dzisiejszy nie istnieją żadne przesłanki, które by kazały sądzić, że talibowie są gotowi ponownie nawiązać bliską współpracę z organizacją założoną przez Osamę bin Ladena. Bardziej prawdopodobny wydaje się być wariant, w którym może dojść do otwartego konfliktu pomiędzy talibami a dżihadystami, ze strony Państwa Islamskiego. Czasy "świetności" Al-Kaidy świat prawdopodobnie ma już za sobą.