Mułła Baradar - polityczny przywódca talibów

Abdul Ghani Baradar urodził się około 1968 r. w afgańskiej wsi Yatimak, położonej w prowincji Oruzgan. Prawdopodobnie w czasach młodości zaprzyjaźnił się z mułłą Omarem, późniejszym przywódcą talibów (według niektórych mediów, obaj później zostali szwagrami). Wraz z nim w latach osiemdziesiątych XX wieku przyłączył się do mudżahedinów, walczących przeciwko sowieckiej okupacji Afganistanu.

W 1993 r. wraz z mułłą Mohammadem Omarem z inicjatywy pakistańskich władz założył ruch talibów, którego celem było zakończenie krwawej wojny domowej w Afganistanie, toczonej pomiędzy skłóconymi ze sobą watażkami plemiennymi po obaleniu w 1992 r. komunistycznego rządu. Mułła Baradar od początku był szanowany wśród talibów, jako charyzmatyczny przywódca wojskowy i głęboko religijna osoba.

W czasach pierwszych rządów talibów w Afganistanie

Przez długie lata był osobą numer dwa w szeregach talibów. Po zdobyciu Kabulu przez talibów w 1996 r. został gubernatorem prowincji Herat oraz pełnij funkcję wiceministra obrony w nowym rządzie Afganistanu. Zyskał reputację jednego z najbardziej brutalnych dowódców na polu bitwy, gdy talibowie po przejęciu władzy musieli toczyć regularne potyczki z oddziałami Sojuszu Północnego.

W przeciwieństwie do przywódcy talibów mułły Omara, był przeciwny udzieleniu schronienia w Afganistanie Osamie bin Ladenowi i innym ważnym przywódcom Al-Kaidy. Obawiał się, że obecność dżihadystów na afgańskiej ziemi może przynieść więcej problemów niż korzyści.

Mułła Baradar miał umiarkowane nastawienie do kwestii społecznych, ponadto opowiadał się za utrzymaniem dobrych relacji z Zachodem i sąsiadami Afganistanu. Osobiście nie chciał dopuścić do izolacji Afganistanu i odcięcia pomocy z zewnątrz. Zdawał sobie sprawę z uzależnienia kraju od pomocy finansowej z Zachodu. Znajdował się jednak w mniejszości, gdyż twardogłowi talibowie - znajdujący się pod wpływem lidera Al-Kaidy, Osamy bin Ladena - zmusili zachodnie organizacje humanitarne do opuszczenia Afganistanu, w efekcie czego jeden z najbiedniejszych krajów świata musiał zmierzyć się z potężnym kryzysem gospodarczym, który był potęgowany przez katastrofalną suszę.

Krótko po atakach z 11 września 2001 r. mułła Baradar został wyznaczony przez mułłę Omara do objęcia ogólnego dowództwa nad siłami talibów w północnym Afganistanie. W tej roli nadzorował dużą grupę zaprawionych w bojach arabskich i zagranicznych bojowników, którzy stacjonowali w miastach Kunduz i Mazar-i-Szarif.

Po amerykańskiej inwazji na Afganistan nazwisko mułły Baradara było kojarzone z jedną z pierwszych talibskich prób zawarcia pokoju. Wraz z nim grupa kilku uciekających przywódców talibów dostarczyła list do Hamida Karzaja, przyszłego przywódcy Afganistanu. Mułła Baradar i inni umiarkowani talibscy przywódcy liczyli na otrzymanie gwarancji bezpieczeństwa w zamian za kapitulację. Wysiłek został stłumiony, ponieważ Stany Zjednoczone chciały za wszelką cenę pokonać talibów, przez co nie były zainteresowane podjęciem negocjacji.

W listopadzie 2001 r., gdy stało się jasne, że dni rządu talibów w Afganistanie są policzone, mułła Baradar i kilku innych wyższych rangą przywódców talibskich zostało schwytanych przez bojowników jednej z afgańskich milicji sprzymierzonej ze Stanami Zjednoczonymi. Jednak według wysokiego urzędnika Sojuszu Północnego, z powodu interwencji pakistańskich agentów wywiadu, zatrzymani ważni przywódcy talibów, w tym Abdul Ghani Baradar zostali wypuszczeni na wolność.

Podobnie jak większość przywódców talibów, mułła Baradar uciekł na pogranicze afgańsko-pakistańskie, a następnie znalazł bezpieczne schronienie w Pakistanie, na terenach nie znajdujących się pod pełną kontrolą władz centralnych.

Udział w wojnie partyzanckiej w Afganistanie

Po tym, gdy pod koniec 2001 r. rząd talibów został obalony w Afganistanie w wyniku interwencji wojskowej NATO, został mianowany dowódcą operacyjnym organizacji, prowadzącej coraz bardziej intensywną wojnę partyzancką wobec wojsk USA i ich zachodnich sojuszników oraz afgańskiej armii. Północno-zachodnią część Pakistanu zamieszkiwały dziesiątki tysięcy afgańskich Pasztunów (tej samej grupy etnicznej, z której wywodzą się talibowie). Główne miasto tego rejonu, Peszawar było położone zaledwie ok. 8 godzin jazdy samochodem od stolicy Afganistanu, Kabulu - pogranicze Pakistanu z Afganistanem stało się idealnym miejscem dla zbudowania ruchu oporu przeciwko wojskom NATO i armii afgańskiej.

Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku mułła Omar stanął na czele afgańskiego rządu cieni, wspomaganego przez rady wojskowe, religijne i kulturalne. Przywódca talibów, ukrywający się w pakistańskim mieście Kweta mianował urzędników i dowódców praktycznie w każdej afgańskiej prowincji i dystrykcie, tak jak to robił, gdy rządził Afganistanem w latach 1996-2001. Bardzo ważną rolę w rządzie cieni talibów pełnił mułła Baradar, jeden z najwyższych rangą członków organizacji. Osobiście przekazywał on bojownikom polecenia wydane przez mułłę Omara oraz podejmował najważniejsze decyzje strategiczne, w tym sposób rozmieszczenia i zaangażowania zagranicznych bojowników organizacji.

Próbując poprawić wizerunek talibów - zarówno w kraju, jak i za granicą - mułła Baradar w 2009 roku pomógł wydać "kodeks postępowania" dla bojowników talibskich. Kieszonkowy podręcznik zawierał konkretne wskazówki dotyczące takich tematów, jak unikanie ofiar wśród ludności cywilnej, zdobywanie serc i umysłów mieszkańców wsi oraz konieczność ograniczenia samobójczych ataków, celem uniknięcia stanowczej reakcji.

W tym samym czasie Abdul Ghani Baradar powiedział, że z zadowoleniem przyjął znaczący wzrost liczebności amerykańskich wojsk w Afganistanie, stwierdzając, że dzięki temu "talibowie będą mogli zadać Amerykanom maksymalne straty, co będzie możliwe tylko wtedy, gdy Amerykanie w Afganistanie będą licznie obecni i wyjdą z ufortyfikowanych miejsc".

Faktycznie był pierwszym wysokim rangą przywódcą talibskim, który dostrzegł daremność i marnotrawstwo wojny w Afganistanie i prowadził tajne rozmowy pokojowe w 2009 roku z wysłannikami afgańskiego prezydenta Hamida Karzaja oraz pośrednio ze Stanami Zjednoczonymi i siłami NATO. Gdy sprawa wyszła na jaw, swoim postępowaniem rozwścieczył władze Pakistanu.

Tajemnicze aresztowanie mułły Baradara

Pod koniec stycznia 2010 r. w portowym mieście Karaczi przez pakistańskie służby wywiadowcze ISI aresztowany został mułła Abdul Ghani Baradar. Pakistan i USA okrzyknęły jego aresztowanie jako przełom w ich często trudnym partnerstwie w walce z terroryzmem.

Gdy w Islamabadzie podjęto decyzję o zatrzymaniu mułły Baradara, wyśledzono go w Karaczi, rozległym, pełnym przemocy mieście liczącym niespełna 20 milionów mieszkańców. Z przecieków informacji wynika, że agenci ISI czekali, aż czołowy dowódca talibów włączy swój telefon komórkowy. Po kilku dniach oczekiwania tak też się stało, w efekcie czego pakistańska służba wywiadowcza zawęziła miejsce pobytu mułły Baradara do gęsto zaludnionego obszaru o powierzchni około trzech kilometrów kwadratowych.

Aby dokładniej namierzyć poszukiwaną osobę, pakistańskie władze musiały zwrócić się prośbą o pomoc do CIA, dysponującej nowocześniejszym sprzętem wywiadowczym. Amerykanie do Pakistanu natychmiast wysłali dwóch nieuzbrojonych amerykańskich techników, którzy dołączyli do zespołu pakistańskiej agencji wywiadowczej. Gdy mułła Baradar ponownie włączył swój telefon komórkowy, agenci CIA szybko poprowadzili ISI do domu, w którym przebywał człowiek numer dwa wśród talibów. Zaledwie cztery godziny po ponownym uruchomieniu telefonu komórkowego, mułła Baradar znalazł się w pakistańskim areszcie.

Ku zaskoczeniu Amerykanów, Pakistańczycy na początku odmówili wydanie pozwolenia agentom CIA na dokonanie przesłuchania mułły Baradara, a nawet nie zezwolili na ich obecność podczas własnego przesłuchania. Dopiero po kilku dniach Amerykanom pozwolono przesłuchać kluczowego dowódcę talibów, krótko po tym, gdy zatrzymano innych ważnych członków organizacji.

Aresztowanie człowieka nr 2 w ruchu talibów wywołało wiele spekulacji i wbrew pozorom nie spowodowało ono osłabienie organizacji, lecz jej wzmocnienie. Według wielu Pakistańczycy prowadzili perfidną grę, a do schwytania mułły Baradara wykorzystali CIA, gdyż nie potrafili zaakceptować faktu, że aresztowany talibski dowódca prowadził tajne rozmowy pokojowe z rządem afgańskim, z wyłączeniem Pakistanu, wieloletniego zwolennika talibów oraz przeciwnika ówczesny władz Afganistanu, ze względu na zbyt bliskie relacje tego kraju z Indiami, wroga numer jeden dla Islamabadu.

W ciągu kilku dni od aresztowania mułły Baradara Pakistańczycy zatrzymali 23 inne osoby z ruchu talibów, głównie z umiarkowanej frakcji organizacji. W areszcie znaleźli się niektórzy z najwyższych rangą dowódców talibskich, w tym mułła Abdul Qayuum ZakirAbdul Kabeer i Abdul Rauf Khadem. To miało wzmocnić przeświadczenie wśród Amerykanów, ze Islamabad faktycznie zaczął prowadzić walkę z talibami.

Z informacji, jakie przekazywali nieoficjalnie agencji pakistańskiego wywiadu wynikało, że zatrzymani umiarkowani przywódcy talibów zostali ostrzeżeni przed prowadzeniem przyszłych negocjacji z rządem afgańskimi i USA bez ich zgody. Ponadto ISI wysłało ostrzeżenie do swoich talibskich protegowanych, pozostających na wolności, aby nie uprawiali żadnego "flirtu". To dlatego prawdopodobnie Islamabad przez kilkanaście dni nie zezwalał agentom CIA na dokonanie przesłuchań wśród zatrzymanych, wcześniej kluczowe było zmuszenie mułły Baradara i jego ludzi do zapewnienia lojalności wobec Pakistanu.

Afgańczycy bliscy umiarkowanej frakcji talibów informowali, że aresztowania mułły Baradara i innych przywódców organizacji najlepiej ilustrowało napięte stosunki między talibami a ich "dobroczyńcami" z pakistańskiego wywiadu. O ile ISI bardzo chętnie chroniła przywódców talibów, o tyle równie skutecznie ograniczała wolność ich działania: gdy tylko próbowali cokolwiek robić na własną rękę, natychmiast byli powstrzymywani na różne sposoby przez pakistańskie służby.

W efekcie fali zatrzymań umiarkowanych dowódców talibów, tajne negocjacje z afgańskim rządem zostały zerwane. Informacje napływające w Islamabadu wskazywały na spore zadowolenie wśród przywódców kraju, co dobitnie podkreślało wieloletnią politykę Pakistanu wobec Afganistanu. Pakistańskie władze za wszelką cenę chciały utrzymać decydujący wpływ na decyzje talibów podejmowane wobec zachodniego sąsiada, umożliwienie Pakistanowi kształtowania porządku politycznego Afganistanu oraz osłabienie relacji gospodarczych tego kraju z Indiami.

Informacje jakie napływały z Kabulu wskazywały, że od końca 2009 roku afgański rząd potajemnie kontaktował się z wieloma przywódcami talibów, aby zbadać perspektywę zawarcia trwałego porozumienia. Wśród nich byli mułła Baradar oraz inny ważny przywódca talibów, Tajib Agha. Na początku stycznia 2010 r. Ahmed Wali Karzaj, brat prezydenta Afganistanu podobno osobiście spotkał się z mułłą Baradarem. Afgańskie władze nieoficjalnie informowały, że prowadzone negocjacje znajdowały się we wczesnej fazie, lecz były one bardzo obiecujące. Ich celem było stworzenie warunków, na podstawie których można byłoby rozpocząć formalne rozmowy.

Gdy urzędnicy pakistańskiego wywiadu dowiedzieli się o zabiegach ze strony afgańskiego rządu oraz gotowości talibów do zawarcia jakiegokolwiek porozumienia, wywołało to spore oburzenie w Islamabadzie, gdyż uznano, że Afgańczycy chcą osłabić wpływy Pakistanu w regionie. Do tego ISI podejrzewało, że wstępne rozmowy zaaranżowali Amerykanie, którzy nie ufali Pakistańczykom. Ci z kolei uznali, że Waszyngton lekceważy uzasadnione interesy bezpieczeństwa Pakistanu. W ramach odwetu pakistańskie służby specjalne otrzymały zgodę, aby zaangażować Stany Zjednoczone w zatrzymanie czołowych przywódców ruchu talibów, w efekcie czego plany zawarcia pokoju w Afganistanie mogłyby spełznąć na niczym.

Prawdopodobnie amerykańskie władze aż do momentu zatrzymania mułły Baradara przez ISI nie były świadome, że Islamabad świadomie zamierza wykorzystać CIA do storpedowania rozmów pokojowych talibów z afgańskim rządem. Dopiero po czasie Amerykanie mieli sobie uświadomić, że po raz kolejny stali się uczestnikami cynicznej gry. Sami walcząc z prężną afgańską rebelią, chroniąc słaby tamtejszy rząd centralny i wspierając w imię wojny z terroryzmem przywódców Pakistanu wielomiliardową pomocą, w zamian za ich plecami pakistańskie służby były gotowe zrobić, aby przywrócić rządy talibów w Afganistanie na własnych warunkach.

Nie bez powodu Islamabad wolał w tym czasie wspierać najbardziej radykalne frakcje talibskie, pomimo, iż od kilku lat znajdował się z nimi na ścieżce wojennej. Pakistan nie wyobrażał sobie, że powstały z inicjatywy ich służb wywiadowczych ISI ruch talibów mógłby stać się na tyle niezależny od nich i być gotów do zawarcia sojuszu z Indiami, w przypadku wejścia do rządu zgody narodowej w Afganistanie.

Co ciekawe, w ciągu kilku miesięcy wielu zatrzymanych talibów zostało zwolnionych z pakistańskich więzień - oficjalnie w ramach zawieranych traktatów pokojowych z islamistami, z którymi walczono w północnym Pakistanie. Na wolność wyszedł m.in. Abdul Qayuum Zakir, ważny dowódca talibów, który wcześniej w 2006 r. został zwolniony z amerykańskiego więzienia w Guantanamo. Ku zadowoleniu pakistańskich władz mułła Zakir, uważany za bardziej brutalnego w swych działaniach niż mułła Baradar, obojętnego na ofiary cywilne – i co szczególnie było istotne dla Islamabadu - mniej skłonnego do zawarcia układu z afgańskim rządem Hamida Karzaja, został mianowany przez talibów następcą ... mułły Baradara. Nieoficjalnie, taka a nie inna nominacja była efektem poufnych rozmów pomiędzy talibami a pakistańskim wywiadem.

Pakistańczycy dokonując aresztowania mułły Baradara prawdopodobnie próbowali również kupić czas, aby sprawdzić, czy strategia amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy w sprawie znaczącego zwiększenia amerykański obecności w Afganistanie przyczyni się do przezwyciężenia talibskiej rebelii. Gdyby tak się faktycznie stało, Pakistańczycy w ostateczności musieliby zezwolić po cichu osłabionym talibom na zawarcie sojuszu z afgańskim rządem. Jednak preferowana była opcja numer dwa: jeśli amerykanie działania w Afganistanie zawiodą, w efekcie czego wojska NATO zostaną wycofane, wówczas Pakistańczycy mogliby mieć ponownie talibów za bliskich sojuszników, a w efekcie gestu dobrej woli na wolność mogliby zostać wypuszczeni ważni talibscy dowódcy.

Z informacji jakie napływały z Pakistanu wskazywały, że mułła Baradar tak naprawdę nigdy nie przebywał w więzieniu, a znajdował się w areszcie domowym. Przez kilka lat mieszkał on wygodnie w jednym z domów, należącym do pakistańskiej agencji wywiadowczej ISI, gdzie 24 godziny na dobę monitorowano jego zachowanie. Tak naprawdę kluczowy dowódca talibów w zaciszu był przygotowywany do nowej, ważnej roli, jaką mógłby odegrać w Afganistanie, gdy tylko wyjadą z niego żołnierze NATO.

Jako polityczny przywódca ruchu talibów

W 2018 r. mułła Baradar został wypuszczony na wolność, stało się to na prośbę władz Stanów Zjednoczonych, prowadzących intensywne negocjacji z talibami w celu zawarcia trwałego pokoju w Afganistanie. Zwolnienie mułły Baradara z pakistańskiego było postrzegane jako oznaka szczerej współpracy pakistańskiej po latach "gry w kotka i myszkę" z USA, którą Islamabad postanowił zakończyć z powodu zwiększonej presji gospodarczej i dyplomatycznej ze strony administracji Donalda Trumpa. Uwolnienie mułły Baradara miał wynegocjować osobiście z pakistańskimi władzami Zalmay Khalilzad, wyznaczony przez amerykańskie władze do prowadzenia negocjacji z przedstawicielami talibów.

W krótki czasie mułła Baradar został zastępcą przywódcy talibów i mianowano go na szefa biura politycznego organizacji, mającego siedzibę w Katarze. Nominacja ta spotkała się z sporym zadowoleniem w Waszyngtonie, co odebrano jako wskazówkę, że ​​talibowie zamierzają podjąć poważne negocjacje z USA.

Abdul Ghani Baradar przez kilkanaście miesięcy osobiście prowadził rozmowy pokoje z amerykańskim wysłannikiem Zalmayem Khalilzadem, celem trwałego wypracowania porozumienia pomiędzy talibami a Stanami Zjednoczonymi. Trwające rozmowy dały jasno do zrozumienia, że talibowie nie będą już dłużej wspierać ani dawać schronienia grupom terrorystycznym spoza Afganistanu.

Gdy stawało się coraz bardziej jasne, że zawarcie porozumienia pomiędzy talibami i USA jest kwestią czasu, mułła Baradar coraz częściej kierował przesłania wobec Afgańczyków, chcących uspokoić ich obawy przez możliwością powrotu talibów do władzy w Afganistanie. "Tych, którzy dogadują się z nami i nie oszukują nas ani nie szukają wrogości, będziemy traktować jak naszych braci. Mam nadzieję, że wszystkie problemy zostaną pokojowe rozwiązane, a nasi rodacy nie powinni się niczym martwić. Nikt nie myśli o uprzedzeniach. To nasz kraj islamski i wszyscy Afgańczycy powinni żyć razem, okazywać sobie nawzajem szacunek i litość" - stwierdził na jednym z nagrań wideo.

29 lutego 2020 r. w Doha, stolicy Kataru podpisane zostało porozumienie pokojowe pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a talibami, co zakończyło najdłuższą, 18-letnią wojnę w historii Stanów Zjednoczonych. Specjalny wysłannik USA Zalmay Khalilzad i polityczny przywódca talibów Abdul Ghani Baradar podali sobie ręce po podpisaniu dokumentu. Porozumienie wypracowano jednak w pominięciem władz afgańskich, gdyż talibowie uznali, że chcą rozmawiać tylko z Amerykanami, a nie z "marionetkowym" rządem Ashrafa Ghaniego.

Ustalono, że w ciągu kilkunastu miesięcy Stany Zjednoczone zmniejszą liczebność swoich wojsk. W zamian za to talibowie zobowiązali się do zwalczania siatki terrorystycznej Al-Kaida i dżihadystów z tzw. Państwa Islamskiego. W zamian Stany Zjednoczone zobowiązały się działać na rzecz stopniowego usuwania przywódców talibów z czarnych list sankcji amerykańskich i ONZ. Porozumienie przewidywało również wymianę więźniów - uwolnienie 5000 talibskich więźniów, zatrzymanych przez wojska koalicji międzynarodowej i afgańskie siły rządowe oraz ok. 1000 jeńców, którzy dostali się w ręce talibów. Miał to być jeden ze środków budowy zaufania.

Wraz z podpisaniem porozumienia, strony USA i Talibów wyraźnie zadeklarowały swoje zobowiązanie do nieatakowania się nawzajem, nasilone jednak zostały atakami przeciwko afgańskim oddziałom wojskowym. Talibowie zademonstrowali zdolność do kontrolowania swoich szeregów tuż przed spotkaniem z stolicy Kataru. Kiedy obie strony uzależniły podpisanie porozumienia od tygodnia częściowego rozejmu, poziom przemocy w Afganistanie spadł aż o 80 procent. Mułła Baradar osobiście zagroził skrzydłu wojskowemu poważnymi konsekwencjami, jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia z Amerykanami.

3 marca 2020 r. z mułłą Baradarem przez 35 minut telefonicznie rozmawiał prezydent USA Donald Trump. Amerykański przywódca był zdeterminowany, aby podpisany układ pokojowy z afgańską grupą rebeliantów został utrzymany, umożliwiając wycofane tysięcy żołnierzy USA w roku wyborczym. "Rozmawiałem dzisiaj z przywódcą talibów. Odbyliśmy dobrą rozmowę. Oni chcą, żeby to się skończyło, a my również tego chcemy. Kontakty z mułłą są bardzo dobre" - stwierdził prezydent Stanów Zjednoczonych podczas konferencji prasowej.

Powrót do Afganistanu

W połowie sierpnia 2021 r. talibowie ponownie przejęli władzę w Afganistanie. 16 sierpnia Abdul Ghani Baradar w nagraniu wideo zamieszczonym w mediach społecznościowych pogratulował całemu Afganistanowi zwycięstwa. "Teraz zostanie pokazane, jak możemy służyć naszemu narodowi. Mogę zapewnić, że nasz naród czeka spokojne życie i lepsza przyszłość" - stwierdził polityczny przywódca talibów, dodając: "Nie spodziewano się, że odniesiemy zwycięstwo w tej wojnie. Ale ono przyszło z pomocą Allaha, dlatego powinniśmy być Mu wdzięczni, być pokorni przed Nim, abyśmy nie postępowali arogancko".

Mułła Baradar do Kabulu przybył 21 sierpnia 2021 r., w pierwszej kolejności podjął rozmowy z byłym prezydentem Hamidem Karzajem i innymi ważnymi politykami antytalibskiej opozycji, w tym z Abdullahem Abdullahem. Podjęcie negocjacji z prominentnymi afgańskimi politykami miało nadać nowemu rządowi pozory wiarygodności.

Od momentu wkroczenia do Kabulu, talibowie za pośrednictwem mułły Baradara starali się zmienić ich spostrzeganie na bardziej umiarkowane, m.in. obiecując amnestię dla rywali politycznych oraz przyznanie częściowych praw afgańskim kobietom. Robiono wiele, aby przekonać społeczność międzynarodową, że ich nowe rządy nie powinny być oceniane pod kątem tego co się działo w latach 1996-2001, gdy talibowie narzucili surową wersję islamskiego prawa szariatu, w efekcie czego między innymi pozbawiono kobiet wszelki praw, w tym do edukacji i możliwości podjęcia pracy, a za łamanie religijnego prawa stosowano tak brutalne kary, jak chłosta, amputacje i masowe egzekucje.

Na początku września 2021 r. mulle Baradarowi powierzono utworzenie nowego rządu afgańskiego. Zachód taką informację przyjął z dużym zadowoleniem, liczono na to, że postawienie na czele rządu umiarkowanego lidera organizacji utemperuje zapędy wśród przywódców radykalnej frakcji ruchu talibów, dążących do narzucenia w kraju rygorystycznego islamskiego prawa szariatu oraz chcących krwawo rozprawić się z przeciwnikami politycznymi.

Ostatecznie mułła Baradar został mianowany tylko wicepremierem Afganistanu, a najważniejsze stanowiska w nowym rządzie zostały obsadzone przez twardogłowych przywódców talibów. Człowiek, który wynegocjował porozumienie pokojowe z USA został wyraźnie odsunięty w cień, w efekcie czego przestał pokazywać się publicznie, co wzbudziło wiele spekulacji na temat jego losów.